Mi dane było zapoznać z produktami FRUCTOVINU - można powiedzieć że od drugiej połowy lat 80-tych, zapoznawałem się z nimi cyklicznie - oczywiście wszystko z obowiązku badacza i kronikarskiej powinności

.
Trzeba stwierdzić, że oleśnickie produkty należały zdecydowanie do pierwszej ligi win "z najniższej pólki", że nie wspomnę o bardziej wyszukanych produktach, takich jak, np. wielokrotnie nagradzany "Grzaniec Śląski". Mimo swej niewątpliwej jakości, padł FRUCTOVIN ofiarą konkurencji, różnych lewych producentów mieszających sok ze spirytusem w garażu i wypuszczających na rynek produkt w rodzaju "napój alkoholowy w typie wino owocowe".
Oleśnickie wina były natomiast prawdziwymi winami, nie licząc oczywiście serii produkowanych w ostatnim okresie istnienia wytwórni, nalewek.
Pamiętam jak przed kilkunastu i więcej laty, wyjeżdżając na wakacje i spotykawszy różnych ludzi, gdy mówiłem skąd jestem - to nasze miasto kojarzyło im się w zasadzie z dwoma rzeczami: jednostkami wojskowymi (albo służyli tu w wojsku, albo byli u kogoś na przysiędze) i z oleśnickim winem właśnie (seria z etykietami na których najbardziej rzuca się w oczy nazwa miasta - tak jak w moim avatarze, była obecna w większości sklepów Pomorza Zachodniego, co miałem okazję naocznie sprawdzić w końcu lat 80-tych).
Cóż, jak mawiają Czesi "to se ne vrati", po jakże zasłużonej wytwórni pozostały nam jedynie artefakty w postaci etykiet właśnie, no i rozmaite wspomnienia.
Jeden z moich kumpli, przeglądając zbiory oleśnickich etykiet, westchnął tęsknie: " ech, kwiaty mojej młodości..."
